Kosmetyki w ciąży - co możemy dostać w drogerii?


Dziś kilka słów o drogeryjnych kosmetykach w ciąży. Drogeria to w moim przypadku miejsce, gdzie idę ażeby zakupić gotowy kosmetyk. Oczywiście skład ma gigantyczne znaczenie, dlatego nie znajdziecie tutaj nic "czysto drogeryjnego" - popularnych kosmetyków na parafinie z całym mnóstwem chemicznych dodatków, bo takie mnie nie interesują.
Moja pielęgnacja już od dobrych paru lat bazuje na produktach jak najbliżej natury, przy czym staram się wybierać te najmniej przetworzone. Na takie moja skóra reaguje najlepiej.
Prezentuję dziś kilka produktów - do twarzy, ciała i do makijażu, które moim zdaniem fajnie się sprawdzają - nie tylko w ciąży.
1. Twarz - krem nawilżający na dzień z ekstraktem liści mniszka - Vianek
W ciąży skóra z reguły zmienia się, u mnie z normalnej lekko w kierunku pryszczatej zmieniła się w suchą (i to jak!) z tendencją do przetłuszczania na nosie.
Zaczęłam więc szukać co by tu na ten zasyp skórek poradzić. Olejki i oleje (oczywiście nie wszystkie) nie zawsze się sprawdziły - na dzień bywają dość kłopotliwe. Krem którego używałam do tej pory niestety przestał się sprawdzać. Zaczęłam grzebać i szukać w składach i tak trafiłam na bardzo przyjemny produkt - krem na dzień Vianek.
Vianek to linia produktów naszej rodzimej firmy Sylveco której kosmetyki lubię i które jeszcze mnie nie zawiodły. Kremy z Sylveco miały jednak (chyba w większości) w składzie olej sojowy, który w ciąży jest niewskazany. Ten krem na pierwszym miejscu po wodzie ma w składzie olej z pestek winogron a następnie olej z kiełków pszenicy.
Na dzień rzeczywiście sprawdza się wcale nieźle. Nie świecę się po nim, nawilża bardzo dobrze (ale tu mała uwaga - nigdy nie miałam problemów z nawilżaniem, dla dziewczyn z mocno suchą skórą może być trochę słaby). Ogólnie używam go 2-3 razy na tydzień jak widzę że twarz zaczyna się przesuszać.
Moja ocena - 7/10
Rokowania - na czas ciąży idealny, bo bardzo delikatny i "nieinwazyjny". Co będzie potem tego jeszcze nie wiem. Ach te hormony :)
2. Ciało - oliwka pielęgnująca HIPP (dla dzieci) i i lotion pielęgnacyjny Babydream
Ciało i jego pielęgnacja w ciąży to głównie nawilżanie i zapobieganie rozstępom: jesli nie chcemy by mąż mówił do nas pieszczotliwie "tygrysku" musimy zaopiekować się skórą na brzuszku i na piersiach - tam jest największa tendencja do rozciągania. U mnie problematyczne są jeszcze uda i okolice miednicy. Z własnego doświadczenia wiem, że jeśli się pielęgnuje brzuch (i nie tylko) regularnie (do dwóch razy dziennie) to nie ma szans żeby rozstępy się pojawiły - chociaż to też zależy od naszych predyspozycji.
Pierwszy produkt którym się nacieram to oliwka HiPP. Do kupienia w większości drogerii i marketów.
Używam jej na noc kilka razy w tygodniu ( nie codziennie bo stosuję jeszcze inne - własnoręcznie robione przeze mnie specyfiki, o których też napiszę). Ładnie się wchłania, tłustą warstwę zostawia przez krótki czas. Bardzo dobrze nawilża i napina skórę. Gdyby nie perfumki w składzie - byłby on idealny (ale jest to kosmetyk bądź co bądź z drogerii, więc coś za coś) olej słonecznikowy, olej migdałowy (ekologiczny), witamina E i perfumy. Jest to kosmetyk bardzo uniwersalny.
Moja ocena - 8/10
Rokowania - na stałe w łazience :)
Drugi produkt to lotion pielęgnacyjny z kompleksem składników ujędrniających Babydream - do kupienia tylko w drogeriach Rossmann.
Moja ocena - 6/10
Rokowania - po ciąży raczej nie wrócę, ale nie dlatego że jest słaby, tylko dlatego że są inne :)
Kupiłam go gdy szukałam czegoś nieinwazyjnego i delikatnego na początku ciąży.
3. Makijaż - kosmetyki Annabelle Minerals - nie widziałam nigdzie stacjonarnie, zamawiam z ich oficjalnego sklepu.
Praktycznie się nie maluję (na co dzień podkreślam lekko oczy), jeśli już są to tzw. minerały - także w ciąży bardzo dobrze tolerowane.
Po pierwszej ciąży (a w zasadzie w jej trakcie) zaczęły się u mnie problemy z tolerancją kosmetyków kolorowych. Był to też czas kiedy zaczęłam nabywać trochę więcej świadomości (ech, żebym wtedy wiedziała to co wiem teraz...), czytać składy i rozróżniać składniki szkodliwe i dobre.
Największy problem był z podkładami i pudrami (kiedyś używałam tego sporo). Wyłaziły mi pryszcze, małe krostki, skóra była zaczerwieniona i podrażniona.
Jakoś naturalnie trafiłam na kosmetyki mineralne i oczywiście Annabelle Minerals.
Dziś co jakiś czas używam podkładu mineralnego i cieni mineralnych. Nie jest dla mnie problemem wyjść z domu bez makijażu więc używam ich max. kilka razy w tygodniu. Niemniej jednak z całą pewnością mogę powiedzieć że nie wywołują żadnych skutków ubocznych i sa bardzo dobrze tolerowane i przyjazne dla mojej gębusi.
Moja ocena - 10/10
Rokowania - na stałe w łazience :)







Komentarze
Prześlij komentarz