Henna Khadi - Ciemny Brąz - Dark Brown - Pierwsze Wyzwanie





Od ponad roku hodowałam włosy bez ich farbowania. Fabowanie drogeryjnymi farbami porzuciłam już dawno, trochę posiłkowałam się też drogeryjną henną z dodatkami.
 
Stwierdziwszy, że fajnie byłoby wrócić do naturalnego koloru włosów wytrwale czekałam aż odrosną, w międzyczasie zaliczywszy jednorazowy (głupi) wybryk z "ombre hair" w wersji chałupniczej - rozjaśnienie końcówek do blondu.
 
Okazało się że moje włosy mają kolor ciemnego blondu / jasnego brązu (robiły się takie jakby naturalne pasemka w kolorze nieomalże słomianym) o wyjątkowo chłodnym odcieniu. Dodatkowo latem słońce zrobiło swoje i włosy jeszcze bardziej wyblakły i stały się prawie sino zielone (naprawdę na zdjęciach wychodziło to fatalnie).
 
Zaczęło mi to przeszkadzać, więc rozejrzałam się za metodą naturalnej koloryzacji i oczywiście trafiłam na hennę.

Na forach i blogach polecana jest henna Khadi więc ja również postanowiłam wraz z nią rozpocząć przygodę z naturalną koloryzacją.
 
Odcień:

Długo wachałam się co do odcienia - orzechowy brąz? ciemny brąz? jasny brąz? Żadnych rudych ani czerwonych !!! W czerwieniach wyglądam jakbym miała żółtą febrę >:).

W końcu decyzja padła na ciemny brąz - jako że miał dawać brąz w chłodnym odcieniu.
 

  Proces farbowania:

Nie będę rozpisywać się na temat "jak rozrabiam moją hennę" bo w internetach jest tego całe mnóstwo i każdy sam może sobie sprawdzić. Ja trzymałam się wytycznych z ulotki która była wewnątrz opakowania.
  
Hennę trzymałam na głowie godzinę i 15min ( co prawda dziewczyny piszą, że trzymają od 3 do 4 godzin żeby uzyskać efekt mocny i trwały, ja stwierdziłam że na pierwszy raz i wysokoporowate włosy godzinka będzie w sam raz :)
   
Skorzystałam jedynie z porady by dodać czarnej mocnej herbaty, zapomniałam natomiast dodać soku z cytrymy.
   
W zestawie jest także czepek foliowy (niezmiernie przydatny) oraz rękawiczki (nieierpię tych wielkich foliowych rękawic, które spadają przy pierwszym plaśnięciu, następnym razem użyję gumowych).
   
Sama henna ma postać proszku - trawiastozielonego, pachnącego zresztą czymś pomiędzy mokrą trawą a sianem. Po rozrobieniu zapach wzmaga się. Rozrabiałam wodą 50 st. - nawet sprawdziłam termometrem :)
Konststencja po rozrobieniu przypominała "gęstą śmietanę" - zależało mi żeby nie skapywała z włosów.
  
 Sam proces aplikacji jest upierdliwy i wymaga jak sądzę wprawy, henna dość szybko wysycha i trzeba dość się ogimnastykować zanim nałożysz ją na dość długie włosy. Potem zabezpiecza się to wszystko czepkiem i owija ręcznikiem - ma być jak najcieplej :)
  
Siedzę więc przez godzinę ze śmierdzącą ciężką papką na głowie i czekam na wychwalane pod niebiosa efekty. Dodam jeszcze że przed aplikacją umyłam skalp oraz kłaczki mydełkiem alep (jakoże jestem na wakacjach i nie mam dostępu do szamponu bez silikonów :( - i tu kolejne zaskoczenie - myślałam,że włosy umyte MYDŁEM będą suche, szorstkie i nie do rozczesania - NIC Z TYCH RZECZY - mydełko alep (12% olejku laurowego) robi co najmniej dobrą robotę - rozczesałam bez problemów, włosy były miękkie i miałam przynamniej pewność że nie było w nim silikonu >:)
    
Efekt:

Henna - po spłukaniu - O MATKO - one są zielone!
   
 Ania dawaj za internet - "nie panikuj jeśli zobaczysz zielony odcień, z czasem zniknie" - ufffffff no to się nie przejmuję :) rzeczywiśćie nie było tego widać już po mniej więcej godzinie od zmycia, a po pierwszym myciu już wcale nie ma zielonkawego odcienia.


1. Zdjęcie robione ok. 2 godziny po zmyciu i wysuszeniu włosów - stoję w cieniu
2. Zdjęcie tak jak powyżej - stoję w słońcu
3. j/w - tył głowy (widać końcowki - rozjaśniane pozostałośći, myślę, że z każdym następnym razem będą się wyrównywać)

Podsumowanie/ opinia:

 Rzeczywiście jest tak jak piszą - wlosy po hennie są miękkie (aczkolwiek zaraz po zmyciu wydawały mi się nieco przesuszone), GRUBE - serio, czuć ten efekt, oraz ładnie błyszczą.
  
Kolor bardzo mi się spodobał, nie wyglądał sztucznie, nie tworzył efektu "hełmu", jest wielowymiarowy i rzeczywiście jest chłodny w odcieniu (zdjęcia robione w ostrycm słońcu ocieplają lekko odcień), po pierwszym myciu wymyło się sporo indygo (niebieska woda :))), więc kolor jest teraz "bardziej brązowy".
  
Włosy są w zdecydowanie lepszej kondycji, przede wszystkim - nabrały odjętości. Do tej pory miałam cieńkie kłaczki, teraz wygląda jakby było ich więcej. Dodatkowo są miękkie i błyszczące :)
  
Rokowania:

Myślę, że polubimy się z koloryzowaniem henną  na dłuższy czas :)




Komentarze

  1. chciałabym wypróbować kiedyś hennę jedynym powodem dla którego jeszcze tego nie zrobiłam to to, że kolor bardzo szynko się spłukuje. a mnie na nim głównie zależy

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczerze mówiąc jestem zaskoczona trwałością koloru, tyle że po ok. 3 czy 4 myciach wypłukał się brawnik indygo, przez co włosy nabrały cieplejszego odcienia, ale kolor nadal jest widoczny i nie wygląda nieestetycznie :) Warto spóbować - choćby dla właściwości pielęgnacyjnych henny... może bezbarwna :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty